lekcja nr 1 odkrywanie

Magdalena Ciach-Baklarz Italia poza szlakiem

Nazywam się Magda Ciach-Baklarz, ale mówmy sobie po imieniu. Z wykształcenia biolog morza, z doświadczenia project manager od zadań specjalnych i team leader zespołów niemożliwych. W wolnym czasie uprawia podróże żeglarsko - enokulinarne do Włoch, które są lekiem na całe zło. Włochy pokochałam od pierwszego spotkania w 1998 roku. Zamieszkałam na pół roku z włoską rodziną, ucząc się języka, kuchni i ich zwyczajów. To doświadczenie wpłynęło na całe moje życie. Pozytywnie!

„Dolce vita” to włoskie podróże dla zmysłów i wyobraźni: budzące do życia espresso, rozpalające zmysły jedzenie, inspirujące rozmowy, intrygujące podróże. Slow life w rzeczywistości pędzącego świata. A jeśli ta podróż wszystko zmieni?

Dokąd jedziemy? Wybierz!
1. Apulia, Ceglie Messàpica

Zagubione w apulijskim interiorze, białe miasteczko Ceglie Messàpica. Nie ma turystów, nie ma pośpiechu, jest odpowiedź z uśmiechem na twoje „buongiorno”, jest nawet zaproszenie do rozmowy. I co z tego, że nie znasz włoskiego, wiele wyczytasz z gestów, życzliwych oczu żywo zainteresowanych twoją osobą. Już ktoś robi espresso, ktoś przynosi jeszcze ciepłe ciasto. Jeśli ty masz dla nich czas, poczęstują cię opowieścią. Będzie historia miasteczka, rodzinne losy, wspomnienia, może pojawią się nawet rumieńce na policzkach pełnych głębokich zmarszczek. To nie zawsze jest tak, że przywozimy z miejsca tylko piękne fotografie. Czasem nie zdając sobie z tego sprawy, zostawiamy gdzieś kawałek serca, rozdajemy się ludziom, kawałek po kawałku, tak jak oni rozdają się nam. To miejsce dla poszukujących dolce vita, które na zawsze zapadnie w pamięć i zatrzyma nas na chwilę w pędzącej rzeczywistości.

2. Toskania, Montichiello

Jest 35 stopi Celsjusza, cykady chyba oszalały, to ich najgłośniejszy koncert w tym sezonie. Siadam na ławce w jedynym mikro parku w miasteczku, ciesząc się lekkimi powiewami wiatru, które tu, na wzgórzu pojawiają się częściej niż w dolinie. I nagle nastała cisza. W jednym ułamku sekundy wszystkie cykady skończyły swój koncert. Średniowieczne Montichiello jest malutkie, a jednak ciągle się tu coś dzieje – koncerty, przedstawienia teatralne, festy. Do tych murów pasuje to idealnie, dziwi jedynie sportowe auto w jaskrawych kolorach parkujące tuż obok wejścia do centro storico. Należy do jednego z młodych mieszkańców, to i jest. Turyści czasami zapominają o miasteczku, przebywając tuż obok. Zajęci robieniem setnego ujęcia zygzakowej drodze z cyprysami, która wystąpiła w kilku reklamach i filmach, fotografują Montichiello tylko z daleka i ruszają dalej. Ich strata!



Czas schować się w cieniu. Jest tu taki bar z widokiem, zamawiam lampkę schłodzonego białego wina i biorę głęboki oddech i uśmiecham się szeroko. To samo serce najpiękniejszej doliny Toskanii, Val d’Orcia. Zdaje się, że barman zauważył moje rozluźnienie, bo też uśmiechnął się szeroko. No i cykady, znowu zaczęły koncertować. Jest mi błogo i słodko. Takie jest moje dolce vita.

3. Kampania, Positano

Nie, nie może być bardziej zatłoczonego latem miasteczka na Wybrzeżu Amalfitańskim, jak Positano. Jak tu poczuć w tłumie ducha dolce vita? Zasada jest jednak prosta, wystarczy poczekać do wieczora, gdy magia miasteczka zaczyna rozkwitać, oświetlać je miękkim światłem, zewsząd słychać kuchenne hałasy, wesołe rozmowy, stukanie się kieliszkami, śmiech biegnących obok dzieci i uspakajający szum morza. Właściwie to czego nam więcej potrzeba? Jesteśmy przecież w raju. Po chwili słońce chowa się za horyzont, a my czujemy się zakochani. Trzeba jednak wstać, skoro świt, wsiąść na łódź i zobaczyć Positano z morza, w blasku słońca. Feeria barw domów oszałamia, a one wspinają się wyżej i wyżej po skale, przytulone do siebie, niemal trzymają się za rękę. Nad nimi wznoszą się spektakularnie góry zielone, jakby chciały powiedzieć, to my tu wszystkiego pilnujemy. Czas na włoskie śniadanie, czas na łyk porządnego espresso. Czas na słodkie życie!

4. Kampania, wyspa Ischia, miasteczko Sant’Angelo d’Ischia

Sant’Angelo d’Ischia Wulcan Epomeo zasnął na wieki, ale Ischia dzięki niemu jest wyspą zieloną i pełną źródeł termalnych. Ucieknijmy jak najszybciej do maleńkiego Sant’Angelo. Pozornie nic się nie dzieje, a jednak rozpiera tu energia szczęścia, chcemy śmiać się, albo nawet płakać z tej radości. Skąd się to bierze? Nie mam pojęcia. Rankiem znowu budzi ta radość, nie ma co czekać, trzeba wyskoczyć z łóżka, pobiec do mariny, wspiąć się na skalisty nasyp i zmrużyć oczy, bo słońce złotą smugą już oświetla morze, a powracający z porannych połowów rybacy, co rusz ją przecinają. Teraz już tylko zajmijmy stolik w jednym z barów, zamówmy poranne cappuccino, cornetto z kremem pistacjowym i obserwujmy, jak miasteczko budzi się do życia. A potem wskoczmy na pokład jachtu i spędźmy dzień na morzu, rzucając od czasu do czasu kotwicę w cichych zatoczkach, pływając i śmiejąc się, ile sił, przygotowując coś prostego do zjedzenia dla siebie i przyjaciół. I to jest właśnie dolce vita.

5. Liguria, Dolceaqua

To istne szaleństwo, można się zgubić i nie odnaleźć w labiryncie średniowiecznych uliczek podzamcza w Dolceaqua. Człowiek myśli sobie, skąd to „dolce” w nazwie miasta i nagle się orientuje, że po raz trzeci mija tego samego mężczyznę siedzącego na ławce. Ciarki przechodzą po plecach. Mężczyzna orientuje, że coś jest nie tak, więc zerka na nas i zdziwionym wzrokiem wskazuje namalowane strzałki tuż pod naszymi stopami. Strzałki, wystarczy iść w kierunku, który wskazują. Nagle „dolce” zaczyna być faktycznie słodkie.

Wychodzimy na plac pełen ludzi, jest ciepły wieczór, pan z białym pieskiem na rękach kłania się i mówi „buonasera”. Restauracyjne ogródki pękają w szwach, panuje wspaniała atmosfera, wręcz pachnie słodko, wtem oko dostrzega młodą dziewczynę, które usiłuje centymetr po centymetrze wyjechać małym samochodem z uliczki, zastawiona, zapewne tylko na chwilę, porzuconym autem. Nie jest jednak w tych zmaganiach sama, pomagają jej panie licznie zgromadzone na 3 balkonach i w dwóch oknach, kilku mężczyzn udzielających porad i machających zgrabnie rękami, pół ogródka restauracji po sąsiedzku i gapie ustawieni rządkiem wzdłuż ulicy. Przyłączamy się i my. Gdy w końcu się udaje, wszyscy biją głośne brawo dziewczynie, a ta zarumieniona szybko odjeżdża. La vita è bella! Życie jest piękne!

6. Sardynia, Szmaragdowe Wybrzeże

Turkusowe morze, niebiańskie plaże, różowy granit rzeźbiony i gładzony wiatrem i małe, kolorowe miasteczka z wąskimi uliczkami. Jachty wydają się tu wręcz unosić na wodzie, tak bardzo morze jest tu przezroczyste, a opalone ciała na ich pokładach, idealnie się wpisują w ten idylliczny krajobraz. Costa Smeralda, Szmaragdowe Wybrzeże, czyż może być lepsze miejsce na celebrowanie dolce vita?



Spójrzmy na nich, siedzą tu całymi godzinami, żywo dyskutują, czytają gazety albo tylko obserwują. Piazza Men, jak ich nazywają, są nie tylko ciekawym socjologicznie zjawiskiem Włoch południowych, są też symbolem, drogowskazem, punktem orientacyjnym. O Szmaragdowym Wybrzeżu wiedzą wszystko, byli tu rybakami, przewoźnikami, taksówkarzami, dyrektorami… Ich dolce vita ma swój rytm, miejsce i towarzystwo. Gdy tylko ktoś do nich podejdzie, natychmiast się ożywiają, uśmiechają, udzielają porad i cennych wskazówek. Gestykulują i kłócą się między sobą, albo tylko wskazują palcem. Zróbmy to, co oni, usiądźmy, delektujmy się chwilą, cieszmy towarzyszami podróży, dzielmy się historiami, nawet zwyczajnym pomysłem na obiad lub tylko obserwujmy. Bo oni inspirują. Może ci starsi panowie i siedzą tylko na ławkach, a może to coś znacznie ważniejszego.

7. Lacjum, Frascati

Cześć? Jak się masz? Serwus! Co u żony?



Antonio zna w miasteczku wszystkich. Nic dziwnego, mieszka tu od 70 lat, zawsze uśmiechnięty, pomocny, empatyczny. Kocha to swoje Frascati, z którego rozpościera się niesamowita panorama na Rzym. Żartobliwie mówi, że Wieczne Miasto ma u swoich stóp. Zachodzi do piekarni, w której kupuje chleb z grubą, chrupiąca skórką i kilkoma kawałkami pizzy Margherita dla wnuczek. Zaraz zabierze je na spacer do najpiękniejszego parku w mieście, położonego u stóp Villa Torlonia. To nie jest zwyczajny park, to arcydzieło! Najbardziej zachwyca jednak górująca nad miastem, Villa Aldobrandini. Antonio mruga okiem i szepcze: nie mów nikomu, ale tam są naprawdę genialne freski! Jeżdżę tam czasami je sobie pooglądać, do sali z freskami wpuszcza mnie moja stara przyjaciółka, Biancangela. Jej mąż, Alessandro, zarządza teraz hotelem. Wiesz, to jest takie moje dolce vita. Dziś po południu zabiorę cię do naszej winnicy, gdzie robimy wino Frascati, świetnie smakuje odpowiednio schłodzone, a potem zobaczysz jaki tu mamy zachód słońca. Jest niepowtarzalny, jak każdy dzień naszego życia.

Lacjum Frascati
8. Sycylia, Cefalu

Ta ławka nie stoi tu przypadkiem. Siadają na niej romantycy i strudzeni podróżnicy, zakochani i świeżo poślubieni, starzy z nostalgią przychodzą tu i długo patrzą w morze. Właściwie to siada tu każdy, bo stoi w miejscu idealnym. W Cefalu jest kilka miejsc, obok których tak po prostu przejść nie można, ale morze jest tu zawsze najbardziej hipnotyzujące, szumi jak oszalałe, nie daje mi spokoju. Tuż obok głównej plaży miejskiej jest lodziarnia, zwyczajna, nawet brzydka, a niej trzeba kupić lody w mlecznej bułce, co po włosku nazywa się brioche con gelato. Tylko tu pozwalam sobie na kompletne szaleństwo, trzy smaki w bułce i jeszcze bita śmietana. Nie jestem tego w stanie nawet zjeść, ale i tak znów je zamawiam. Mówię sobie, że tak smakuje dolce vita. A potem idę wzdłuż promenady i oglądam miejscową ceramikę, którą mogłabym wykupić w całości, na co nie pozwala jedynie pojemność mojej walizki. Po takiej porcji lodów wspinam się na skałę, która góruje nad miastem, z niej to widok jest dopiero oszałamiający. Gdyby tylko była teraz ptakiem … wracam, bo czas na ten moment dnia, na który wszyscy czekają, wieczorna celebracja posiłku. To najlepsza pora, aby obserwować prawdziwe włoskie życie, Włosi lubią jeść i głośno dyskutować, gestykulują dużo, zamaszyście i już nie wiesz, czy kłócą się czy to nadal jest tylko rozmowa. Uwielbiam ich wersję dolce vita.



Sycylia Cefalu
Sycylia Cefalu
9. Lacjum, Rzym

To jak stanąć oko w oko z przeszłością. Można jej w Rzymie dotknąć, a wręcz o nią potknąć. Historia jest niemalże jak żywa, choć sama nie przemówi, trzeba to z niej wyciągać, wciąż wyczytać i dopytywać, a im więcej wiemy, tym głód wiedzy o Wiecznym Mieście tylko się wzmaga. Przychodzą jednak i chwile opamiętania, przecież to miasto wciąż tętni życiem, wręcz hałasuje. Pełen jest trąbiących samochodów i wciskających się wszędzie skuterów, ludzie chodzą do pracy, dzieci do szkoły, a parki są miejscem prawdziwego wytchnienia. Dam ci więc jedną radę, przy stoliku w jakimś miłym barze, zamów co lubisz najbardziej, przejrzyj miejscową gazetę, przestać się spieszyć, ganiać po mieście. I tak nie zobaczysz wszystkiego, ale nareszcie możesz to poczuć. Bijące serce Rzymu jest na ulicy, w cieniu drzew pinii, nad płynącym leniwie Tybrem, zagubione w uliczkach Trastevere. A potem trzeba koniecznie chłonąć miasto nocą, gdy żyje jeszcze intensywniej, gdy miejsce akcji się przenosi do restauracji i trattorii, do wciąż otwartych lodziarni i barów naturalnie. Zewsząd dochodzą śmiechy i głośne rozmowy, ktoś pozdrawia kogoś z daleka, inny uspakaja zmęczone dniem dzieci. I tak to płynie rzymskie życie, trochę jest dolce, a trochę amaro, zależy kto jak widzi szklankę wodą wypełnioną.

Lacjum Rzym
10. Lombardia, Mediolan

Mediolan to nie jest miasto kontrastów? No, może i nie, ale to jedno jedyne miasto w całych Włoszech z biznesową dzielnicą, z drapaczami chmur ze szkła i stali, daje też przykład innym, jak budować ekologicznie, stawiając wertykalne lasy. Nigdy jednak nie będzie to symbolem miasta, tym na zawsze będzie słynna mediolańska katedra, której budowla ciągnęła się przez stulecia. Tu bije serce Mediolanu za dnia, wieczorem przenosi się do dzielnicy Navigli, gdzie uliczki nad kanałami są po brzegi wypełnione ludźmi, spotykającymi się na aperitivo. Nie ważne, czy jesteś w czasie dnia zabieganym biznesmenem, wziętą fryzjerką, awangardowym artystą czy naprawiasz drogi. Teraz jest czas na współczesne dolce vita, pełne radości, przyjaciół, swobody, pysznego jedzenia. Aż chce się powiedzieć, chwilo trwaj! I nawet rano, idąc znów do pracy, zajdziesz po drodze do baru na dwa łyki espresso, które jak co dzień, przygotuje ten sam barista i myślisz sobie, dziękuję! Za to wszystko dziękuję.

11. Emilia Romania, Bolonia

Dasz radę pokonać tych 498 schodów? Takim pytaniem każdego można zbić z tropu, czasami po prostu lepiej nie wiedzieć, tylko iść przed siebie, aż dojdzie się do celu. Torre Asinelli czyli wieża Asinellich, jest naprawdę wysoka - 97,20 m! Za to widok, jaki się z niej rozpościera na całe miasto jest wielką nagrodą dla każdego, kto podejmie ten trud wspięcia się na górę. Tuż obok Torre Asinelli jest druga, Torre Garisenda, która przy swojej rosłej sąsiadce zdaje się być niewielka, zaledwie 48 m wysokości. Obie jednak stanowią wspaniały duet, „dwie wieże” (Due Torri) i są symbolem miasta. O mieście mówi się, że jest rossa, grassa i dotta - czerwona, tłusta i uczona.

To pierwsze widać na pierwszy rzut oka, zbudowano ją z czerwonej cegły, to drugie odnosi się do tutejszej kuchni, najlepszej w całych Włoszech, a trzecie dzięki najstarszemu uniwersytetowi na świecie. Po tej dawce emocji trzeba czym prędzej udać się w kierunku starej dzielnicy handlowej, Quadrilatero i oddać się bez reszty aromatom lokalnych smakowitości. Nie wiem tylko, czy lepiej zdać się na węch czy wzrok, ale i tak wszystko jest tu znakomitej jakości, wszystko jest świeże i pyszne. Następnie trzeba tak chwilę sobie posiedzieć, odpocząć, ochłonąć i nabrać dystansu. Choć miasto tętni życiem, można mieć wrażenie, że się siedzi w kinie, a obraz rzeczywistości tylko miga nam przed oczami. Jest nam błogo na żołądku i na umyśle, celebrujemy więc chwilę tu, w cieniu portyku. Co za miasto! Nie się stąd ruszać. Czy to jest właśnie dolce vita?

12. Piemont, Orta San Giulio

Prawdopodobnie to najbardziej romantyczne miasto we Włoszech, pełne blasku, elegancji i piękna, a jednak, sami Piemontczycy są raczej stonowani i zdystansowani. Zastanawiam się więc, czy i tu istnieje dolce vita. Może to tylko wytwór wyobraźni Felliniego, który przeniósł je z sukcesem na ekran, a inni ślepo w to uwierzyli? Może tu, na skraju włoskiej ziemi, ludzie są zbyt racjonalni by uprawiać słodkie życie? Nie, to niemożliwe. Patrząc na Orta San Giulio, jasne jest, jak dusze mają przepełnione pięknem i miłością, po prostu ich słodkie życie jest nieco inne, może głębiej schowane, inaczej wyrażone, istnieje jednak na 100%. To widok na jezioro z przecudną wyspą, to alpejskie szlaki pełne spokoju i traw szumiących opowieści, to dźwięki dzwonków pasących się krów i owiec na halach, to skrawki niedokończonych historii niesione jesiennym wiatrem wciąż dalej i dalej. Tymczasem na ławce w miasteczku siedzi starsza para, patrząc na jezioro, zajadają się lodami. Każde z nich wzięło po trzy smaki, jak wtedy, gdy byli młodzi i zakochani. Wtedy też kupowali lody, gapili się na jezioro, a potem ściągali uliczkami miasteczka, kto pierwszy dotrze pod obraz Ojca Pio i on już wiedział, że to będzie ona.

Lacjum Rzym
13. Sycylia, wyspa Ustica

Silvia to zachwycająca adepta Akademii Sztuk Pięknych w Palermo. Pochodzi z małej wyspy Ustica, położonej 60 km od stolicy Sycylii. Wyspa powstała w wyniku erupcji wulkanicznej, lawa zastygła i przybrała kształt żółwia, a z czasem dała życie. Ziemia daje tu wspaniałe plony, wyjątkowe jest także tutejsze morze, które stanowi rezerwat morski. Wychowując się w takim miejscu nie można nie mieć wrażliwości na piękno przyrody i jednocześnie nie darzyć jej ogromnym szacunkiem. Silvia uwielbia swoją wyspę, ma tu ulubione zatoczki, cyple, miejsca, w których wzdycha lub popłakuje. Od dziecka ćwiczyła nurkowanie za wstrzymanym oddechu i rozmawiała ze słońcem, kiedy to chowało się za taflę morza. To było istne dolce vita! Dziś śmieje z tych pogadanek, ale to właśnie słońcu powierzała wszystkie swoje tajemnice.

Kiedy dorastała, talent malarski przelewała już nie tylko na papier, płótno czy ceramikę w zakładzie swojej mamy, marzyła, by dołączyć do miejscowych artystów i jak oni, malować na budynkach murale. Jej mural koniecznie powinien przedstawiać to, co ma przed oczami od dzieciństwa, kiedy niefortunnie odpłynęła za daleko i prąd morski porwał ją ku wysokiej skale, oddalonej daleko od brzegu.Wiedziała, że ma dużo szczęścia, bo mogła bezpiecznie czekać na ratunek, nie miała bowiem szans na powrót o własnych siłach do brzegu. Zanim jednak dopłynęła do skały, fala wcisnęła ją głębiej pod wodę, gdzie nagle znalazła się w samym środku ławicy barakud. Oko w oko z setkami wielkich jak ona sama, drapieżnych ryb. Silvia pamięta to spotkanie jak dziś, barakudy otaczały ją z każdej strony, trwały tak, w zawieszeniu, bez jakiegokolwiek ruchu. Wydawało się, że mijają wieki, nie czuła strachu, nie czuła nawet, że kończy jej się powietrze w płucach. Wtedy, jak na komendę, barrakudy zniknęły. One nie odpłynęły, one zniknęły. Tak to zapamiętała. Co roku, latem, kilku studentów Akademii Sztuk Pięknych w Palermo, przypływa na wyspę i tworzy nowe murale. Każdy mural to jakaś historia. Czy jest wśród nich także ta?

14. Wenecja Euganejska, Wenecja

Jest mglisty, zimny styczniowy poranek, gołębie jeszcze śpią, zresztą po co miałyby latać tak wcześniej rano? Turystów jest teraz mało, właściwie to są te chwile, kiedy mieszkańcy mają Wenecję tylko dla siebie. Vittorio wyszedł po gazetę i jak zwykle zaszedł do baru, gdzie siedział już nad lekturą Giovanni i Paolo. Cała trójka najlepsze lata ma już za sobą, ale tu są ich domy, gdzie mieliby się podziać na stare lata.

Jak się macie? Paolo, co u Elizabethy? Wciąż taka piękna i zgrabna jak w podstawówce?



Cała trójka serdecznie uścisnęła sobie dłonie, a Vittorio dołączył do przeglądania prasy. Przez kolejne 30 minut nawzajem opowiadali sobie o tym, co który ciekawego przeczytał, dzięki temu mieli w ekspresowym tempie wiedzę o wszystkim, co się wydarzyło najważniejszego w piłce nożnej, w polityce, w samej Wenecji i w części z nekrologami. To ich poranna rutyna, której starają się trzymać nawet wówczas, gdy jest szczyt sezonu i turystów w Wenecji są tysiące. Po prostu wstają tak wcześnie, nim jakikolwiek turysta przybędzie do miasta. Poza tym barista trzyma dla nich stolik. To młody chłopak, ale zawód i bar przejął po ojcu. Wychował się w tym barze, zapach kawy towarzyszy mu od urodzenia, a ojciec wszystkiego go najpierw nauczył, a potem wysłał w świat, żeby uczył się od lepszych od niego. Nauczył się i wrócił, czym sprawił wielką radość ojcu, bo ten spokojnie mógł myśleć o emeryturze. Lubi tych trzech starszych jegomościów, przychodzą tu chyba od 50 lat, a już na bank, odkąd on tylko pamięta. Zawsze czuł, że kawa to jego powołanie, sam odbiera w Treście nowy ładunek ziaren, sam ją pali i sam przygotowuje kompozycje mieszkanek. Najbardziej kocha zapach tej z Etiopii. Robi tak dobrą kawę, że nie może opędzić się od zamówień i uczniów, którzy chcą poznać jego sekrety, być mistrzami, jak on. Ale przecież robienie dobrej kawy nie polega tylko na odmierzaniu odpowiednich proporcji, tu trzeba serca i intuicji, poza tym, wiele złych kaw trzeba zrobić, by zaczęła w końcu wychodzić znakomita. Czasami dosiada się do tej trójki tak, jak to robił i jego ojciec. Wypija z nimi swoje poranne espresso i dopytuje o zdrowie, bo wiadomo, życie na lagunie daje w kość. Nie mówi im, że jest mistrza świata baristów, po co, liczy się tu i teraz, ta chwila, z nimi lub po prostu obok nich. Z czasem zauważył, że to dla niego najważniejszy moment dnia. Tylko ją może teraz nazwać swoim dolce vita. Potem świat już wiruje, kończy się slow, zaczyna very fast.

Jest zimny, styczniowy poranek, jak dobrze jest stanąć w drzwiach swojego baru i przywitać się z pierwszymi promieniami słońca. Zaspane gołębie też budzą się do życia, już zaczynają wydawać z siebie te swoje grrruu, grrruuu …Zaraz zaczną i one swoje rytuały. Dzień dobry Wenecjo jak ze snu.



15. Kampania, Neapol

Neapol jest kwintesencją południa, jest głośny i brudny, jest piękny i niezwykły, przesiąknięty kulturą i religią, sprzedawcami tandety i złodziejami. Miasto prawdziwych kontrastów, ma swoje wielkie problemy, lecz trzeba do niego podejść bez uprzedzeń. Neapolitańskie pieśni skradną serce i dusze, podobnie, jak najlepsza pizza na świecie zrobi to z podniebieniem, wyniosły Wezuwiusz zachwyca, jak i gra drużyny Napoli, największa duma i radość mieszkańców. I każdy, każdy może szczęścia tu spróbować kupując los neapolitańskiej loterii. Trzeba dać się ponieść miastu, jego melodii, wirowi. Dolce vita w Neapolu ma wymiar niezwykły, dla każdego inny. Nie da się tego opowiedzieć, jego fale oscylują dla każdego inaczej. Trzeba tylko miastu dać szansę.

16. Piemont, Villadeati

Gdzie my właściwie jesteśmy? Wydaje mi się, że obszedłem całą wioskę, zajęło mi to jakieś 15 minut. Nie znalazłem żywej duszy. Ale chyba jesteśmy tutaj uwięzieni, wjechaliśmy na to wzgórze, jesteśmy dość wysoko, w dolinie zrobiła się bardzo gęsta mgła i pewnie tutaj też zaraz dotrze. Poza tym jestem zmęczony i mam na dzisiaj dość siedzenia za kółkiem. Poszukajmy jakiegoś noclegu, będziemy pukać od drzwi do drzwi, może coś się znajdzie.

Nie trzeba było szukać daleko, okazało się, że jest wolny B&B, obok którego niemalże staliśmy. Traf okazał się szczęśliwy, padliśmy zmęczeni i natychmiast zasnęliśmy.

Obudziło mnie słońce, wstałam i poszłam do kuchni, a tu był balkon. Wyjrzałam z ciekawości, był wczesny poranek, jeszcze mgły zasłaniały krajobraz, lecz słońce już ją powoli wyganiało. Wróciła do kuchni, w której na szafkach stało jakieś 15 włoskich kawiarek. Nie ma włoskich domów bez moki, jak je nazywają, ale ta ich ilość naprawdę mnie rozbawiła. Wybrałam taką na dwie kawy, wlałam wodę, poszukałam w szafkach kawy, wsypałam, zakręciłam, odpaliłam najmniejszy palnik i wstawiłam, niech się dzieje wszystko powoli. Słońce świeciło mi prosto w oczy, w październiku to naprawdę jest przyjemne, więc znowu wyszłam na balkon. Tymczasem mgły niemal opadły, zobaczyłam głęboką dolinę, lasy i góry w oddali, zobaczyłam słońce, które grzało konary, liście z nich już powoli opadały. Zobaczyłam magię poranka, jakiej zupełnie się nie spodziewałam. Ledwie doszedł do mnie dźwięk kawy, która dawała znać, że już jest gotowa. A zaraz potem pukanie do drzwi, przyszła roześmiana właścicielka ze śniadaniem.

Tak, tak właśnie miało być. Miałam poznać Villadeati. Miałam tu znaleźć swoje piemonckie dolce vita.

17. Kalabria, Tropea

Pewien chłopak chodził wieczorami wzdłuż brzegów mariny, szukał czegoś w wodzie latarką.
Co robisz?
Łapię małe ośmiorniczki na haczyk, a potem sprzedaję je do restauracji.



To Pietro. Ma 12 lat i jest szalenie zaradnym dzieciakiem. Ma smykałkę do biznesu i jednocześnie jest szalenie poważny, jakby miał z 20 lat. Zapotrzebowanie na ośmiorniczki jest i tego lata to dla niego naprawdę niezły interes. Turyści w końcu odkryli Kalabrię, zaczęli tu przyjeżdżać, odkrywać jej piękno, eksplorując coraz chętniej także wnętrze regionu. Każdy jednak chce zobaczyć słynne miasto nad morzem, prześliczna Tropea. Stare miasto położone na olbrzymim klifie nad brzegiem morza, a najlepszym punkt widokowy znajduje się przy via Lauro, skąd widać najbardziej charakterystyczny element miasta, kościół na wyspie, Santa Maria dell'Isola. Plaże są tu najlepsze w całej Kalabrii, z białym piaskiem i morzem cudownie przezroczystym, a zachody słońca, złotem oświetlają budynki. Chłopak pobiegł już dalej szukać swoich ośmiorniczek, a ja zastanawiam się, jak się tu dawniej żyło, ile trwało wykucie w skale tych pięknych portali, których przeznaczenie było tak prozaiczne. W tym mieście człowiek właściwie od razu się zakochuje, wszystko jest tu znakomite, kuchnia, wino, krajobrazy i niezwykła architektura. To chyba tak właśnie wygląda i smakuje dolce vita. Tak ja się tu czuję.

Kalabria Tropea
18. Apulia, Vieste

Lubię Vieste za urok, magię i smaki, za piękne klify, groty i uskoki skalne. Za plaże, nie można ich tutaj nie kochać i ten suchy, gorący wiatr sirocco, który obsypuje samochody piaskiem z Afryki. Vieste jest świetne dla ludzi młodych, rządnych adrenaliny, mogą tu uprawiać skoki do wody i wszystko to, w czym wiatr jest sprzymierzeńcem. Spokojniejsi duchem znajdą piękne uliczki i klimatyczne restauracyjki. Tu każdy odnajdzie swoje dolce vita, czuje się to w powietrzu, w zapachu morza, widzi w tych domkach zawieszonych nad morzem. Nie mam wątpliwości.

19. Liguria, Manarola

Cinque Terre to cud natury i piękno ludzkich możliwości. Kolorowe domki są upchnięte na skałach, a w dole szaleje morze, które podrzuca jak chce, malutkie niczym zabawki, rybackie łodzie. Każdy centymetr tej ziemi jest skrupulatnie wykorzystany. Mieszkańcy hodują winorośl, od wieków budując na zboczach kolejne tarasy. To ciężka, wymagająca cierpliwości praca, ale Liguryjczycy są przecież uparci. Gdyby nie byli, nie mieszkaliby tutaj, w jednej z najpiękniejszej części Italii, pełnej wyzwań i trudów na co dzień. Manarola jest jednym z pięciu miasteczek Cinque Terre, bajecznie kolorowych, nierozerwalnie z morzem związanych. Zachwycamy się nimi natychmiast, trudno niektórym w ich istnienie uwierzyć. Nie idzie na marne ten trud Liguryjczyków, każdy kto tu przyjeżdża, czuje się jak w bajce. Każdy, absolutnie każdy poczuje tu ducha dolce vita.

20. Emilia Romania, Dozza

Caffè?
Si, prego, odpowiedziałam.



Zapach kawy wyczuwam od razu, wiosną dni bywają jeszcze chłodne, więc aromat roznosi się naprawdę daleko. Dozza to raczej niewielkie włoskie miasteczko, ot, kilka uliczek, zamek i tyle, jest jednak całe w obrazach. Trzeba zobaczyć je wszystkie lub choćby tylko jedną uliczkę. Posiłkiem z obrazów karmimy duszę, lecz nakarmimy też dobrze tutaj ciało. Na koniec pora wyruszyć do zamkowych piwnic, gdzie znajduje się genialna enoteka. Można degustować najlepsze wina i trunki, które powstają wyłącznie w regionie Emilia Romania. Może być słodko, wytrawnie i z bąbelkami. Na miejscu doradzą, pomogą wybrać z tysięcy butelek dokładnie to, czego potrzebujemy. A potem przejdźmy się jeszcze raz tymi uliczkami, nie spieszmy się, idźmy powoli. Znowu czuję ten boski zapach świeżej kawy, zajdźmy jeszcze raz na espresso. Dla Włochów słodkie właśnie takie chwile.



Emilia Romania
Emilia Romania
Dowiedz się więcej